Odurzony zapachem kwiatów słaniam się na nogach,
Słońce pali skórę, więc czekam w cieniu drzew,
Na piorun, na grzmot, na deszcz,
Chcę zakwitnąć, zapuścić korzenie.
Noc, zbawczyni duszy, mruga gwiazdami w sobie tylko znanym języku,
Na policzkach krzepnie biała mgła,
Spływa w dół strumieniem pereł,
Pierwsza emocja na kamiennej twarzy.
Nowy dzień przynosi zmianę,
Jutrzenka ciągnie za sobą tęczowy szal,
Kwiaty cieszą się kolejną chwilą życia,
Jeszcze jedno pęknięcie serca,
Jeszcze jeden niesłyszalny oddech,
Zakwitłem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz